Kategoria: Pracownia Ikon
Czy żeby malować ikony trzeba wierzyć w Boga?
IKONY na zamowienie Zwiastowanie

W sierpniu 2023 roku do Pracowni zawitała pani redaktor portalu Misyjne.pl – Karolina Binek. Jestem człowiekiem, który stojąc przed wybraniem malowania i wypełniania dokumentów lub prowadzenia social media lub dłuższej chwili refleksji nad sensem istnienia zawsze wybiorę… malowanie ikon. Pasja to pasja, nie poradzisz J. Dzięki Karolinie po dłuższym czasie miałam okazję zatrzymać się i przemyśleć parę spraw…

Jesteś osobą wierzącą. Tak było od zawsze, wiarę wyniosłaś z domu rodzinnego, czy też miałaś w swoim życiu moment nawrócenia albo skierowania się bardziej ku Bogu?

– Pochodzę z rodziny wierzącej. Przyznam, że przez sporą część młodości Pan Bóg nie bardzo mnie interesował. Aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że byłam osobą kwestionującą wiarę albo poszukującą. Nigdy nie wątpiłam w istnienie Pana Boga, natomiast przez długi czas wydawał mi się jakimś odległym bytem, niepoznanym, takim, który nie interesuje się jednostką. W 2011 roku dołączyłam do chóru Gospel Joy. Słuchałam szczerych i śmiałych świadectw różnych osób i zawsze zazdrościłam im tego, że mówili o jakimś momencie nawrócenia. Zazdrościłam im daty, tego wydarzenia i że mogą o tym opowiedzieć. A ja po prostu zawsze wierzyłam.

Dziś widzę to jako łaskę i wiem, że wcześniej ta wiara była słaba. Wzmocniła się dopiero z czasem, ale zawsze była. Przyznam natomiast, że pamiętam nawet ukłucie takiej radosnej zazdrości, kiedy słyszałam o chrzcie w zborze baptystów, który był chrztem osób dorosłych, moich rówieśników. W Kościele katolickim natomiast moment chrztu jest nieświadomy, bo przecież uczestniczymy w nim jako niemowlęta, więc trudno w takiej sytuacji powiedzieć o osobistym i dojrzałym akcie wyboru. Od tamtego czasu marzyło mi się powtórzyć swój chrzest, ochrzcić się w tym samym Kościele po raz kolejny. W odpowiedzi jednak na Twoje pytanie mogłabym na swojej osi czasu umieścić przełom roku 2010/2011, kiedy to moja wiara zaczęła się pogłębiać i On właściwie przyszedł sam. Na pewno w rozwoju  wiary bierze udział moje życie zawodowe, a wybór tej ścieżki jest pragnieniem bycia przy Bogu również w trakcie pracy.

Twoja wiara wzrasta dzisiaj też dzięki temu, że malujesz ikony?

– Tak. Wiara mnie też bardzo dużo uczy. Uczy mnie tego, że mam swoje granice, uczy mnie pokory, rozwoju różnych darów i tego, że wielu rzeczy jeszcze nie wiem. Poza tym prowadzenie pracowni to nie tylko umiejętność malowania, ale powierzanie Bogu efektów pracy, którą wykonuję. Pokładam w Nim nadzieję i wierzę, że to, co On sieje, będzie wzrastać w pracy malarskiej z uczniami czy też przez to, jak ludzie odbierają ikonę, którą dla nich wykonuję. Dzięki tej pracy poznaję też coraz więcej naszych sióstr i braci, którzy znajdują się już w niebie. Czytając ich życiorysy, które są rozpięte od początku chrześcijaństwa, nie mam poczucia, że coś się zdezaktualizowało. Oni ciągle potrafią mnie inspirować do życia przy Bogu i pokazywać mi, że wybór Chrystusa jest trudny, ale to brzemię jest słodkie.

Można też śmiało powiedzieć, że założenie pracowni i utrzymywanie się ze sztuki jest dzisiaj czystym szaleństwem. Bo nie jest łatwo. Ale co roku odkrywam, że to dar. Bo w codzienności, zajmując się poszczególnymi sprawami, orientuję się nagle, że właśnie minął kolejny rok, że ta praca ciągle ma sens i że wciąż są osoby zainteresowane warsztatami oraz moją twórczością. Odbieram to jako cud. Tym bardziej, że jestem osobą, która nie ma charakteru ryzykanta i dlatego podjęcie decyzji o zrezygnowaniu z etatu i pójściu za głosem serca było dla mnie ogromnym aktem wiary i jest nim do dzisiaj. Co roku w zdumieniu stwierdzam, że jestem wolna w tym wyborze. To mnie ugruntowuje w poczuciu, że Pan Bóg opiekuje się swoim dziełem do końca.”

(…)

Całość tekstu: https://misyjne.pl/weronika-kaszub-malujac-ikony-powierzam-bogu-efekty-mojej-pracy-rozmowa/