Kategoria: Pracownia Ikon
Moje malowanie ikon – początki
malowanie ikon

W sierpniu tego roku do Pracowni zawitała pani redaktor portalu Misyjne.pl – Karolina Binek. Jestem człowiekiem, który stojąc przed wybraniem malowania i wypełniania dokumentów lub prowadzenia social media lub dłuższej chwili refleksji nad sensem istnienia zawsze wybiorę… malowanie ikon. Pasja to pasja, nie poradzisz J. Dzięki Karolinie po dłuższym czasie miałam okazję zatrzymać się i przemyśleć parę spraw…

„Postanowiłaś wziąć udział w kursie malowania ikon czy też uczyłaś się dalej wszystkiego sama?

– Niedługo później zobaczyłam ogłoszenie o ikonowym kursie pierwszego stopnia u ojców jezuitów w Poznaniu. Po nim poszłam na kolejny kurs i zaczęłam też współpracę z jezuitami. Cały czas jednak zastanawiałam się nad tym, czy jest jeszcze jakiś kierunek, który można podjąć, by się rozwijać. Mój ówczesny prowadzący warsztaty – o .Jacek zaproponował mi spotkanie z siostrą Mateuszą w Atelier św. Eliasza w Warszawie. Nawiązałam z nią kontakt i okazało się, że chętnie przyjmie mnie do grupy, ale za dwa lata – ze względu na bardzo ograniczoną liczbę miejsc. Umówiłyśmy się na spotkanie i wchodząc do pracowni siostry poczułam się oszołomiona pracami malarskimi, a przede wszystkim przedstawionymi na nich szczegółami – dłońmi, stopami, kawałkami tkaniny, skrzydłami anioła oraz głowami. Nie było to całościowe opracowanie ikony na desce, tylko właśnie studium detalu. Te rysunki były tak bardzo pełne gracji i tak mistrzowskie, że byłam gotowa zaczekać te dwa lata, bo bardzo chciałam się nauczyć tak malować. Na spotkaniu okazało się, że od momentu rozpoczęcia tej korespondencji, aż do mojej wizyty u siostry, już po miesiącu zwolniły się miejsca w sobotniej grupie, w której uczestniczyli ludzie spoza Warszawy. Przemeblowałam więc swój świat i zaczęłam dojeżdżać na kurs kilka razy w miesiącu. Moja nauka trwała cztery i pół roku, i w tym czasie zaczęłam uczyć w Poznaniu tego materiału, którym dzieliła się siostra Mateusza w Warszawie. Jednocześnie podjęłam decyzję, że założę swoją pracownię, w której będę malować ikony i uczyć tego warsztatu innych. Bo wszystko na niebie i na ziemi wskazywało, że to jest moje powołanie. To jest dosyć duże słowo, ale na ten moment nie omieszkam się go użyć. Czułam wtedy, że mam pójść w tę stronę. Świetnie się też złożyło, bo udało mi się wynająć pracownię, którą mam do dziś. Okazało się, że są chętni zainteresowani tym trudnym warsztatem i bardzo jestem Bogu za to wszystko wdzięczna.

Umiejętności zdobyte na studiach i później też w pracy architekta wnętrz są dla Ciebie przydatne w trakcie malowania?

– Niedawno mieliśmy na ten temat dyskusję. Bo przyjechała do Polski pani Irina Gorbunova Lomax – twórczyni programu, którego uczy siostra Mateusza w Polsce. Siostra była uczennicą pani Iriny. Pani Irina jest po Petersburskiej Wyższej Szkole Plastycznej. Jest wykształconym artystą plastykiem i twierdzi, że umiejętności szkoły rosyjskiej jej nie pomagają w tym, czym dzisiaj się zajmuje. Mi natomiast wszystko to, czego nauczyłam się w trakcie studiów i w trakcie pracy bardzo pomaga podczas malowania ikon. Architektura wnętrz pomaga mi zobaczyć trójwymiarowo to, co chciałabym przedstawić w mojej pracy. A w malarstwie bardzo trudno jest pokazać objętość i przestrzeń. Ja tymczasem dzięki tym umiejętnościom odkrywam wieloplanowość ikony. Dla mnie ona nie jest płaska i nigdy taka nie była. Nie jest też uproszczonym wizerunkiem, a niektórzy właśnie tak twierdzą.”

(…)

Całość tekstu: https://misyjne.pl/weronika-kaszub-malujac-ikony-powierzam-bogu-efekty-mojej-pracy-rozmowa/