W sierpniu 2023 roku do Pracowni zawitała pani redaktor portalu Misyjne.pl – Karolina Binek. Jestem człowiekiem, który stojąc przed wybraniem malowania i wypełniania dokumentów lub prowadzenia social media lub dłuższej chwili refleksji nad sensem istnienia zawsze wybiorę… malowanie ikon. Pasja to pasja, nie poradzisz J. Dzięki Karolinie po dłuższym czasie miałam okazję zatrzymać się i przemyśleć parę spraw…
„Któraś z ikon jest dzisiaj Twoją ulubioną?
– Ikona Matki Bożej Advocaty, która pochodzi prawdopodobnie z szóstego wieku. Znajduje się za klauzurą w Rzymie na wzgórzu Monte Mario u sióstr dominikanek. Jest dostępna dla zwiedzających, głównie dla uczestników mszy świętej, która odbywa się o siódmej rano. W czasie jej trwania do wiernych zwrócona jest kopia. Dopiero po mszy ikona jest obracana i można ją podziwiać, klęcząc na klęczniku. Co ciekawe, jej imię Advocata Nostra znaczy „Orędowniczka”. Dla mnie – dla osoby, która panicznie bała się odpowiedzialności prowadzenia działalności – to imię powoduje ogromny pokój, że ona też zadba o te sprawy prawne. Oczywiście nie mówię o tym naiwnie – że rzeczy załatwiają się same. Bo po ziemsku ze swojej strony robię wszystko, co mogę. Ale wiem, że Ona jest, troszczy się i traktuję Ją niemalże jak moją szefową.
Wspominasz o spokoju, który masz, gdy patrzysz na tę ikonę. Czy to jest tak, że za malowaniem każdej ikony stoi jakaś historia?
– Tak. Ta historia zaczyna się już od momentu kontaktu Klienta ze mną. Często kontaktują się ze mną osoby, które znam, które opowiadają mi o swoich pragnieniach albo o historii osoby, dla której ta ikona będzie wykonana. Nawet jeżeli ten człowiek właśnie się narodził, planowany jest chrzest i nie wiadomo, jaka będzie jego historia. Ale na pewno jest to historia relacji – kim są rodzice tego malutkiego dziecka dla osoby, która będzie przekazywała tę ikonę. Często rozmawiamy o tym bardzo długo. I można też powiedzieć, że niejednokrotnie podejmuję wtedy pracę archeologiczną, zaczynam badać historię jakichś świętych czy błogosławionych. Dla mnie jest to też podróż i radość, kiedy mogę poznać osoby zamawiające u mnie ikony oraz te, które będę malować, a które są już w niebie i zostały ogłoszone błogosławionymi lub świętymi. Nie da się więc tutaj uniknąć anonimowości czy obojętności wobec pracy, którą wykonuję.”
(…)
Całość tekstu: https://misyjne.pl/weronika-kaszub-malujac-ikony-powierzam-bogu-efekty-mojej-pracy-rozmowa/

